• Wpisów:143
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin:24 179 / 3808 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Po dwóch dniach spokojnej jazdy, z przystankami i wybiegami dla Poli, docieramy do Szwajcarii nad jezioro Bodeńskie, na kemping w Arbon.
Kemping przyjemniejszy niż ten niemiecki, choć dookoła nadal szprechają.

Zostajemy tu dwie nocki, a że od ścieżek rowerowych aż się roi to robimy sobie wycieczkę wzdłuż brzegu zwiedzając po drodze Romanshorn i bardzo fajny plac zabaw pod Guttingen - plac w sadzie śliwkowym, z prawdziwym traktorem i walcem drogowym do zabawy, a także wagonikiem kolejki górskiej, autkiem flinstonów, mega dużą zjeżdżalnią, domkiem piętrowym z beczki po winie itp zabawkami. Które na nas robią większe wrażenie niż na Poli, bo ta woli ujeżdżać traktorki z plastiku.

Pola w wózeczku rowerkowym mało śpi a więcej patrzy, ewentualnie zajmujemy ją dając suchara do pożucia (jeden suchar = pół godziny) lub innego małego smakołyka.
 

 
Po dniu spokojnej jazdy, z przystankami i wybiegami dla Poli wylądowaliśmy na kempingu w Niemczech. Kempingu ukrytym nad jeziorkiem (Talsperre Hohenwarte) otoczonym stromymi zalezionymi górami z mnóstwem ptaszków świergających dookoła. Przy czym o tej porze roku poza kamperami i przyczepami jesteśmy jedynym namiotem.

Pierwszy zgrzyt - język. My niemieckiego tylko ein i zwei, oni poza niemieckim ni w ząb niczego. Więc staramy się na migi. Na szczęście Pola pomaga, za co nawet dostaje paczkę ciastek w knajpie.

Otyli Niemcy nie przypadają nam do gustu i raniutko zwijamy się w dalszą podróż...
 

 
Ręcznie kute sztuczne "strumyki w poprzek gór" (w pionowych ścianach, a jeśli trzeba w tunelach!) służące pierwotnie (i do tej pory) nawadnianiu suchszych poletek, a ostatnio dostosowanych do górskich wędrówek.
Z lewej strony ścieżki płynie woda!
 

 
  • awatar Adas: mała obsługiwała aparat
  • awatar Gość: a Pola już odfrunęłą ?!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
za rok całki!
  • awatar Tomasz Wójcikowski: Świetne!
  • awatar Gość: to znaczy, wyjazd jest w celach naukowych :) jutro będą języki obce
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przyszedł czas na trawienie map i przewodników.
 

 
...gdyby nie toksyczne wydzieliny nagłej potrzeby i oznaczony w ten sposób samolocik (bo przewijak był za mały)
 

 
I jeszcze panoramka Umbrii z murów Todi.
 

 
Kolejne sympatycznie nazwane sympatyczne miasteczko.
 

 
Sympatycznie nazwane sympatyczne miasteczko.
 

 
...i romantyczna kolacja w bramie
 

 
Park Narodowy Gargano, idealne miejsce na ucieczkę przed upałem. Klimat zupełnie nie jak moje wyobrażenie południowych, suchych i spalonych słońcem Włoch.
 

 
San Giminiano, południe, publiczna toaleta: kolejka wystaje aż na ulicę, słychać poszumik wielu języków.
Dostępu do środka bronią dwie bramki, wejściowa i wyjściowa, oraz automat do przyjmowania pieniążków. Automat jest zepsuty - pieniążka zbiera do ręki klozet babcia i kładzie na automacie. Bramka wejściowa też jest zepsuta - klozet babcia uchyla drugą bramkę wpuszczając po kilka osób naraz.
Za bramką tłumek, duszno i gorąco. Klimy brak. Klozet babcia co chwilę szczotką stuka w wiatrak pod sufitem żeby pobziuczał kilkanaście sekund. Do tego wyraźnie słychać gdy ktoś trafi w oko.
Trzy kabiny z kibelkiem. Jedna - a jakże - zepsuta. Druga ok. Trzeciej drzwi się nie domykają, klozet babcia je za każdym odwiedzającym przytrzymuje ręką...