• Wpisów: 143
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 24 268 / 3861 dni
 
adas
 
Przez Włochy, po nocy, jechaliśmy przez trzy burze, trochę wielkiego deszczu a jeszcze więcej błyskawic.

Po przekroczeniu granicy pierwsze kroki kierujemy na Lazurowe Wybrzeże - chcemy trochę odpocząć, a Pola ulepi sobie masę babek z piasku.

W drodze do Èze musieliśmy się przebić przez centrum Nicei i to było wrażenie samo w sobie - ciasne uliczki, każdy jeździ jak chce, dla lokalnych bezstresowo (np. wielki korek bo pan wypakowywał pralkę i gawędził z panią, luz), dla nas chaos organizacyjny. Bardzo długo i nerwowo szukaliśmy miejsc do zaparkowania, bo większość parkingów na wjeździe ma bramki ograniczające do 2m wysokości, a my mamy rowery na dachu.

Samo Èze, do którego rano dotarliśmy to zawieszona na półce skalnej urocza, średniowieczna miejscowość. Wąskimi uliczkami weszliśmy na szczyt wzgórza do ogrodu egzotycznego, który otaczają resztki ruin zamku. Ze szczytu podziwiamy piękny widok na Lazurowe Wybrzeże i w skwarze i spiekocie słońca pałaszujemy tonę soczystych owoców.
2013-0825-1255-08.8563-m.JPG

Poszwędaliśmy się kilka godzin i ruszyliśmy dalej.

Początkowo autostradą, potem zakorkowanymi, nadmorskimi ulicami (ostatnia niedziela wakacji) dotarlismy na kamping w Cavalaire sur Mer i to na minutę przezd zamknieciem recepcji. Siły starczyło nam juz tylko na rozbicie namiotu i obadek, a Pola koniecznie chiała jeszcze na basen. Na szczęście basen był już zamknięty, w zamian był fajny koncert.

A następny dzień to już totalne lenistwo: basen, pranie, plaża, zakupy, książka, odwiedziny w miasteczku i wieczorem przypadkowy koncert w marinie.

Nie możesz dodać komentarza.