• Wpisów: 143
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 24 114 / 3778 dni
 
adas
 
Rano budzi nas deszcz stukający po namiocie. Marna wizja pakowania, ale zmuszamy się do pośpiechu akurat gdy przestaje siąpić. Pola wymyśliła sobie makaron na śniadanie więc jeszcze gotujemy go z rana pomiędzy myciem a przepakowywaniem z sakw rowerowych do toreb w bagazniku. Jedziemy w stronę Francji!

Plan był dojechać nad Gardę. Ale naszło nas na sprawdzenie pogody w internecie i w całym pasie pod Alpami zapowiadali na noc lub ranek opady. Wiec plan zmieniliśmy na wylosowany kemping az pod Bolonią. A po drodze na przerwę po drzemce upolowaliśmy na mapie zamek w Austrii. Tylko że na miejscu okazał się zamko-hotelem konferencyjnym, a że jeszcze zaczęło popadywać z nieba to przypadkiem trafilismy do Millstadt! (kilka lat temu byliśmy tam na nartach i bardzo nas wtedy ciekawiło jak to miasteczko w lecie wygląda)

Na dodatek trwał festyn jakiś - piwo leje się kuflami, z jednej strony grają kapele, z drugiej człowiek orkiestra, kilka straganów, karuzel jak w wesołym miasteczku, gość opowiada dzieciom bajki (po niemiecku, ble), no i najwazniejsze: placyk zabaw w tym samym parku.

Jednocześnie widząc tempo i odległość zmieniliśmy plan żeby jechać nocą bezpośrednio do Francji. Na festynie i placyku, mimo że bokiem czuliśmy przechodzacą burzę, przesiedzieliśmy do 21:30. A potem w drogę i już prawie ciurkiem do kraju żabojadów...

Nie możesz dodać komentarza.