• Wpisów: 143
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 24 114 / 3778 dni
 
adas
 
W Melk zmieniliśmy plan: rano pojadę po autko do Passau a dziewczyny zostaną zwiedzić miasto, pałac i (ponoć) duże ogrody. A popołudniu ruszymy rowerkami zobaczyć ruiny i winnice w dół Dunaju, już bez sakw.

Wg rozkładów z Melk do Passau jest tylko jeden pociąg bezpośredni, kilka z jedną przesiadką i więcej z dwoma przesiadkami. Ten jeden bezpośredni okazał się pociągiem zwanym "RadExpress Donau". Przeznaczony dla wycieczek rowerowych wracających w górę rzeki, jeżdżący tylko od maja do października. Początkowo nawet o tym nie wiedziliśmy, okazało się dopiero na peronie. Oraz to, że:

Jest jeden wagon pierwszej klasy, jeden wagon drugiej klasy, jeden wagon restauracyjny i trzy wagony rowerowe. Kto by o tym pomyślał w PKP, hmm?

Pociąg wjechał na peron punktualnie, ale odjechał z 10 minutowym opóźnieniem - tyle trwało zapakowanie wszystkich rowerów! (a to środkowa stacja pociągu). Opóźnienie nadrobiliśmy po godzince... kto by pomyślał w PKP, hmm?

Z praktycznych informacji:

- cena biletu, z Melk do Passau: 37 euro od głowy, rower 5 euro za bilet dniowy.
- bilety można oczywiście kupić u konduktora.
- rowery mają miejsca wiszące, za przednie koło.
- sakwy trzeba zdjąć już na peronie (kilku maruderów tego nie zrobiło, ale pociąg na nich poczekał)
- ktoś jechał z wózkiem rowerowym dla dzieci wypchanym betami - ale w zamęcie nie zauważyłem jak go wpakowali.

Nie możesz dodać komentarza.