• Wpisów: 143
  • Średnio co: 25 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 23 880 / 3688 dni
 
adas
 
Wyjechaliśmy z Warszawy o północy. Miało być trochę wcześniej, ale okazało się że na gwałt potrzebujemy sakw rowerowych. Długa historia, z happy endem na szczęście. Uratowała nas Gosia pożyczając swoich. Żeby było śmieszniej Gosię łapaliśmy z lotniska, bo wracała z Mediolanu o 23 - pędem do niej do domu no i w końcu w drogę. Utrzymanie Poli bez spania do północy było niezłym wycznem, ale za to zasnęła w jakieś 3 sekundy po przypięciu do fotelika.

Z przerwami na śniadanko, place zabaw i wybieganie dotarlismy do Passau o 14 w niedzielę. Zatrzymaliśmy sie na bardzo przyjemnym kempingu nad rzeczką, rozbiliśmy się ku uciesze Poli i pozwiedzaliśmy miasto na rowerkach. Passau nie bez powodu jest nazywany "bawarską Wenecją". Ale nocna podróż i później rowerki sprawiły, że bardzo wczesnym wieczorkiem zgodnie padliśmy spać.

Nie możesz dodać komentarza.